5033 m. n.p.m.

Plan na dziś był tylko jeden – dostać się do Kazbegi. Wczoraj wieczorem zaczęliśmy poszukiwania dojazdu. Mieliśmy dwie opcje: 1) tak jak wstępnie myśleliśmy, dojazd marszrutką do Kazbegi za 10 GEL od osoby w jedna stronę,  nocleg w Kazbegi. PLUSY: więcej czasu w samym mieście. Minusy: brak postojów w miejscach widokowych. 2) dojazd z prywatnym kierowcą i powrót za 45 GEL. Minusy: to jednak wycieczka. Plusy: postoje w miejscach wyznaczonych przez nas, powrót do Tbilisi,  co było ogromnym atutem zważając na jutrzejszy wyjazd do Dawid Geredża. Ostatecznie zdecydowaliśmy się przejechać Drogę Wojenną wybierając opcję 2 i absolutnie nie żałujemy. Zatrzymaliśmy się w Ananuri,  które w czasach średniowiecza było twierdzą Tbilisi, a przy wieży rozciągał się ogromny sztuczny zbiornik wodny. Zdjęcia zachwycają,  a uwierzcie,  że widok jeszcze bardziej.

Droga wojenna to malownicza trasa i najstarszy szlak przez Kaukaz. Kiedyś maszerowały nią wojska rzymskie,  mongolskie,  a następnie ruskie, które to budując tunele chroniące przed śniegiem sprawiły,  że droga była całorocznie przejezdna. Wtedy to nazwano te trasę droga wojenna. Nie będę opisywać jak cudowny krajobraz pojawił się za szybami samochodu,  gdyż nie da się tego opisać. Dodam tylko,  że widok stojących uparcie krów, osłow czy koni na drodze nikogo nie dziwił. Wydaje mi się, że zwierzaki odgrywają zdecydowanie ważniejsza rolę na drogach niż same pojazdy i maja więcej przywilejów niż piesi.

Jeszcze tylko krótki postój w restauracji, która wygląda jak zwyczajny dom rodzinny. Dziś wybraliśmy khinkali,  czyli pierożki nadziewane mięsem z bulionem wewnętrz. Pierogi chwyta się za grubsza końcówkę,  nadgryza,  wypija bulion i juz można zajadać z apetytem. Pychotka!

Ostatecznie dotarliśmy do miejscowości Kazbegi. Za miastem nasz kierowca wyrzucił nas i ruszyliśmy na piesza wędrówkę ku Cminda Sameba,  prawosławny klasztor znajdujący się na wysokości 2170 m n.p.m. Aby wejść musiałysmy z Ala założyć sukienki (dlatego wykorzystaliśmy przygotowane dla turystów odzienie)  oraz zakryć głowę (i tu nasza inwencja twórcza – wykorzystaliśmy spodnie i włożyłyśmy…  na głowę.) Widok obłędny! Absolutny „must see” (trzeba to zobaczyć). A za naszymi plecami znajdował się przepiękny pięciotysięcznik, który kilka razy wyłonił się zza chmur i ukazał swą wielkość. Cudeńko!!!!

Żadne słowa nie są w stanie opisać uroku, jaki ma w sobie pasmo gór Kaukaskich. Myślę,  że zdjęcia zdecydowanie przekonują, by się tu wybrać.☺ Pozdrawiam K.