Bangkok i jego cudeńka

Tak jak Pawel juz wspominał, nasza podróż przebiegła szczęśliwie i bezpiecznie. Lot pierwsza klasa – jedzonko pyszne, koce i poduszeczki na fotelach, tablet w siedzeniu naprzeciw z filmami, grami, kamerka, wyznaczona trasa. Generalnie dla każdego coś miłego.

Pierwszy dzień w Bangkoku był ciężki – wrzawa, ogromny ruch, zabrane 6h. Jednakże widok chińskiej dzielnicy wynagrodził ten trud. A widok z okna hotelu – miodzio!

Przed wyjazdem sporo czytaliśmy o Bangkoku i Grand Palace. Wiedzieliśmy, że to niezwykle miejsce, ale trzeba przyznać, że żadne zdjęcie nie odda piękna, ktore dzisiaj zobaczyliśmy. To istne cudo! Złoto, przepych, mnisi w pomarańczowych szatach,  szmaragdowy budda. Nigdy mi się nawet nie przyśniło ujrzeć takie piękno. Sami zobaczcie parę zdjęć.

Spotkaliśmy dzisiaj przemiłych tajow. Sami proponuja pomoc i wskazówki. Dziś dzięki jednemu z nich objechaliśmy dosyć spory kawałek drogi tuk-tukiem za jedyne 4zl. Trafiliśmy do nieturystycznej świątyni, fabryki garniturów z kaszmiru (na miarę za 1000zl). Trasa miała być bezposrednia, ale  blagajaca mina kierowcy tuk-tuka sprawila, że wyladowalismy w dwóch sklepach, gdzie i tak nic nie kupiliśmy.

Po zwiedzaniu wspaniałości Grand Palace zjedliśmy pyszny ryż z czerwonym i zielonym curry. Pychotka!

Sami zobaczcie jaki piękny to był dzień!

Pozdrawiamy!
K.