Gwiezdne wojny – villa Di Balbianello

To już ostatni wpis z tej włoskiej wyprawy.

Nasz ostatni, pełny dzień nad Como postanowiliśmy przeznaczyć na poznanie miejsca, gdzie Anakin z Padme slubowali sobie miłość. Tak, to Villa Di Balbianello. Chcąc się tu dostać należy doplynac do miejscowości Lenno. W kwestii promów prawda jest taka, że nie do końca ważna jest miejscowość, do której plyniecie, a obszar/grupa, w jakiej się znajduje. Wówczas kolor linii rejsowej to również konkretny koszt.

Dojazd do Lenno z Varenny zajął z tego, co pamiętam jakąś godzinę. Mieliśmy wówczas okazję zobaczyć sporo nabrzeża jeziora od strony wody, co ma niezwykły urok.

Tutaj zasada z poprzedniego postu ponownie ma zastosowanie „nie słuchaj swojego męża.” Nosidlo zawsze brać warto.

Od strony promu należy nieco się przespacerowac , aby dojsc do Villi. Do wyboru są dwie opcje – jedna dla ambitnych trwająca jakieś 45 minut z ostrzejszym podejściem pod górę i druga pół godzina z lekkim podejściem asfaltowym. Wybraliśmy opcje numer dwa. I tak byliśmy umeczeni niosąc Piotrka na rękach czy na barana, bo leniuchem się tam okazał.

Sama willa, a właściwie jej ogród robi ogromne wrażenie. Prawda jest taka, że wystarczyło zrobić kilka kroków, by widok zmieniał się całkowicie. Nic dziwnego, że Lucas obrał właśnie to miejsce na te romantyczna scenę. Sami zobaczcie.

Wracając do nosidła, to był właśnie ten moment, kiedy Piotrek zdecydował się kimnac. Nie było go jak położyć na trawie, dodatkowo chcieliśmy złapać prom do Menaggio, więc ze śpiącym dwulatkiem na rękach w chwycie „bobo” zeszlismy z powrotem na dół. Już dawno nie byłam tak umeczona. Siłowni mi nie trzeba 😛

Menaggio to w sumie kolejna niezwykła w swojej prostocie mieścina. Podróżując z dzieckiem pamiętamy zawzze również o potrzebach naszego syna, tych bardziej fizjologicznych i przyziemnych, jak i o zabawie. Z tego powodu zatrzymaliśmy się w parku Karola Wojtyły, gdzie Piotras miał szansę poszaleć na placu zabaw.

Dzień zakończyliśmy przepyszną kolacją w dość drogiej knajpie. Co tam! Niedawno obchodziliśmy przecież 5 rocznicę ślubu, można zaszaleć 🙂 Zakochałam się w tej restauracji. Odkopie nazwę i podam!

Kolejnego dnia mieliśmy okazję chwilę pobyć w Bergamo w Citta Alta.

To był cudowny tydzień! Nasz najlepszy wypad z dzieckiem do tej pory. Jeszcze nigdy nie widziałam tak zachwyconego Piotrka, nie płakał nam w sumie w ogóle. Kiedy był senny, zasypial. Gdy był głodny, wiedzielismy o tym. Chlonal, cieszył się z każdego pociągu, promu, każdej zjeżdżalni czy huśtawki. Z takim dzieckiem to na koniec świata można!

Do przeczytania w kolejnym kraju! Ciao!