Jura Krakowsko-Częstochowska z bobasem part 1

Przed pojawieniem się Piotrka sporo osób nas otrzegało: „z dzieckiem na wakacje już się nie da”, „jeśli wyjedziecie to już na pewno nie wypoczniesz”, „z maluchem to już tylko nad morze można”… Serio?! Tyle się tego nasłuchałam, że w pewnym momencie naprawdę zaczęłam w to wierzyć. Na szczęście Paweł jest z tych motywujących i stwierdził, że skoro tyle obaw się pojawia przed pierwszą podróżą, to skoczmy gdzieś w Polskę. Tak też się stało. Jako wielcy fani zamków i ruin wybraliśmy Jurę Krakowsko-Częstochowską na nasz pierwszy dłuższy wypad we trójkę.
Szczerze?
Wypoczęłam chyba pierwszy raz od porodu. Zapomniałam o trudach codzienności i w końcu mogłam nacieszyć się wspólnymi chwilami z chłopakami, nie zastanawiając się, co to jeszcze muszę zrobić w domu. Tym bardziej, że Piotrek nie należał do śpiochów.
17 września 2017 roku (Piotrek miał wówczas 4 miesiące) ruszyliśmy na południe Polski. Pierwszym przystankiem była Częstochowa. Nocleg wybraliśmy wówczas w Domu Pielgrzyma. Cóż, warunków hotelowych tam nie ma, ale jest schludnie, cicho, przyjemnie. Tak jak trzeba. W Częstochowie spędziliśmy zaledwie jedno popołudnie. Pogoda dość deszczowa na szczęście nie spowodowała, że przesiedziliśmy popołudnie w pokoju.

Dnia kolejnego zmierzaliśmy już na podbój zamków. Wstępnie zaplanowaliśmy zaledwie dwa punkty, jak się jednak okazało, podbiliśmy trzy zamki 🙂
Na początek pamiętajcie, żona ma zawsze rację! Paweł wziął jedną parę butów, którą w Częstochowie przemoczył tak, że musieliśmy najpierw wjechać do Auchan i zakupić jakiegokolwiek, by miał suche buty. 🙂 Żona ma ZAWSZE rację! 😛

Pierwszy przystanek zrobiliśmy w Olsztynie. Zawiązaliśmy Piotrka w chustę i wio na górę. Zamek w Olsztynie należy do grupy zamków jaskiniowych. Jest to gotycka budowla zamkowa. Synek, jak prawdziwy podróżnik, zwiedział razem z nami, mimo, że był śpiący na maksa, oglądał świat dookoła. Dopiero, gdy zakończyliśmy zwiedzanie, to postanowił zasnąć 🙂

Kolejny przystanek to ruiny zamku w Mirowie.


Od Mirowa do Bobolic można przejść przeuroczą ścieżką. Ze względu na samochód, nie uskuteczniliśmy spaceru. Ostatnim etapem podróży tego dnia był zamek w Bobolicach. Odrestaurowany z funduszy hrabii Laseckiego nie otrzymał ani złotówki dofinansowania ze strony Skarbu Państwa.

Ze względu na zaplanowanie zwiedzanie Zamku w Ogrodzieńcu nocleg mieliśmy w Podlesicach. Jak się okazało, kilka lat temu na kampingu obok byliśmy na weselu Martyny i Bartka.

Jak już wcześniej wspomniałam dzień trzeci naszej podróży po Jurze spędziliśmy na Zamku w Ogrodzieńcu. Jakieś 4 lata temu już tu byliśmy. Chcieliśmy tak naprawdę zobaczyć czy coś się zmieniło. Jak się okazuje faktycznie Zamek wzbogacił się o nowe balkony, trasa zwiedzania się nieco wydłużyła, jednakże zamek nadal robi ogromne wrażenie, to się nie zmieniło. Podróżującym bez czteromiesięcznego maleństwa polecam przybyć na nocne zwiedzanie zamku przygotowane w formie spektaktlu. Zapada w pamięć na lata 🙂 Przed Ogrodzieńcem pojechaliśmy jeszcze zobaczyć Pustynię Błędowską. Istnieją dwa główne punkty widokowe na pustynię. Pierwszy punkt widokowy mieści się w Kluczach, drugi z kolei w miejscowości Chechło.


Czwarty dzień był ostatnim dniem zwiedzania Zamków. Kierowaliśmy się już w stronę Krakowa. Zatrzymaliśmy się jednak w Smoleniu. Pogoda była paskudna. Lało jak z cebra. Nie powstrzymało to nas przed wejściem na ruiny, a nie ukrywam, mgła i deszcz dodały im uroku, tajemniczości.
Następny przystanek był już w Pieskowej Skale, gdzie pokusiliśmy się wyłącznie na obejrzenie dziedzińca oraz Maczugi Herkulesa. Stamtą udaliśmy się do Ojcowa. Kolejny stop na Szlaku Orlich Gniazd. Największe wrażenie robi oczywiście brama do Zamku.

Na tym zakończyliśmy zwiedzanie Zamków, jednakże to nie koniec naszej podróży 🙂