Mistyczna strona Gruzji

Rano wystartowaliśmy z Signagi w stronę Tbilisi. Warto pamiętać, że w takich małych miasteczkach marszrutki jeżdżą rzadko i często bilety można kupić wcześniej. Z Signagi odjazd był o 9, 11 i 13. My byliśmy chwilę po 10. Jak ktoś przyszedł 10:30 to niestety był odprawiany z kwitkiem.

W Tbilisi chcieliśmy tylko zostawić plecaki i szybko jechać do Mcchetty. Miasto położone ok. 30 min. drogi od Tbilisi, jest dawną stolicą Gruzji. Tylko trzeba pamiętać, że jak w Polsce Mieszko zaczynał dopiero ogarniać co i jak, to Gruzja przeżywała złote lata rozkwitu. Mcchetta była stolicą od III w. p.n.e. do V w. n.e., a do dnia dzisiejszego pozostaje duchową stolicą państwa.

Wiele osób zapomina, że Gruzini są nie tylko niezwykle mili i gościnni, ale też bardzo religijni. Natomiast prawosławie bardzo mocno różni się w sposobie wyznawania wiary. Jest dużo bardziej uduchowione, mistyczne. Warto przyjrzeć się gruzinom w cerkwiach, niesamowita sprawa.

Do Mcchetty można dostać się marszrutka za 1 lari. Nas złapał taksówkarz, który zgodził się jechać w tej samej cenie. Po drodze oczywiście zachęcał nas jeszcze do odwiedzenia Jvari, czyli inaczej Świętego Krzyża, miejsce gdzie król Gruzji przyjął chrzest w IV w. jako jeden z pierszwych krajów na świecie.

Zachęcał to delikatnie powiedziane. Strasznie się oburzyl, że zwiedzamy Gruzję i chcemy opuścić takie miejsce. Trochę na nas nakrzyczal, po czym stwierdził że nie ma innej opcji i za 25 lari zawiezie nas gdzie trzeba. Ogólnie nam to oczywiście pasowało 🙂

W Jvari trafiliśmy na śluby, których obrzadek jest kompletnie inny od naszego, a Mcchetta nas trochę przerazila. Przepiękne miasto, bardzo zadbane, ale okropnie przepełnione straganami i turystami. Czegoś takiego jeszcze w Gruzji nie widziałem. Normalnie jak na Krupówkach, a to jeszcze nie początek sezonu nawet. Mimo wszystko warto zajechać. Katedra jest piękna i zgodnie z legendą znajdują się w niej szaty Chrystusa. Całe miasto to jedno wielkie sanktuarium.

Na koniec dnia udajemy się do Khinkali House, gdzie podobno podają najlepsze khinkali w całym Tbilisi. Coś w tym jest, bo faktycznie pysznie, a do tego lokal to jeden wielki labirynt sal na kilku piętrach. Tak zwany must see. Klimat głębokiego PRLu – rewelacja!

P.