Morskie Omanu klimaty

Głównym celem tego dnia są żółwie. Żółwie, takie duże, ogromne, które bardzo upodobały sobie część omańskich plaż na składanie jaj.

Do żółwi jeszcze wrócimy, bo to była atrakcja na koniec dnia. Najpierw trzeba było się wyspać, nacieszyć fantastycznym porankiem na plaży, wykąpać w morzu. Piękna sprawa 😀


Po porannych ceremoniach, udaliśmy się do Wadi Tiwi. Oj, to była przeprawa. Najpierw dobre pół godziny jazdy pod górę drogą szutrową. Ogólnie fajnie, tylko nie spodziewaliśmy się tego. Na koniec dojeżdża się do górskiej wioski, gdzie już czekał na nas komitet powitalny. Lokalsi powiedzieli, że to koniec drogi i dalej nas zaprowadza ścieżka. A raczej, że tam jest ścieżka i zejście zajmie 5 min. Po czym młody chłopak zaczął nas prowadzić. Niby miło z jego strony, ale po chwili było wiadomo, że będzie chciał kasę. ścieżka wiodła przez lasek palmowy, była ładna, ale trudna i nie 5min, tylko jakieś 15min. Samo wadi piękne, tylko wymaga wspinaczki. Jest tam bardzo stroma ścieżka po skałkach. Z Piotrasem, nawet w nosidle na plecach, nie było szans na zejście w dół. Trudno, czasami trzeba odpuścić.


Kolejny punkt wycieczki to Sur, bardzo ładne, niewielkie, portowe miasto. Dla nas najważniejsze było tam zjeść i uzupełnić zapasy. W centrum jest bardzo duży i przyjemny Carrefour, a przed wjazdem do miasta jest ogromne LuLu.

W samym Sur są trzy forty, które sobie odpuścilismy (jeszcze się naoglądamy), bardzo ładna latarnia oraz perełka: działająca mini „stocznia”, w której buduje się drewniane statki tradycyjnymi metodami. Za 1 riala można wejść, popatrzeć, dotknąć, super sprawa, nam się bardzo podobało.


Piotras wyhaczył plac zabaw na plaży. Nie było innej opcji, jak tam pójść 🙂 Bardzo fajny, w fajnej scenerii, natomiast pokrzyzowal nam trochę plany. Chcieliśmy dojechać pod rezerwat żółwi przed zmrokiem, żeby rozbić namiot. Plac zabaw i dłuższe zakupy sprawiły, że na miejscu byliśmy o 19. Miałem nadzieję, że pod hotelem w Ras Al Jinz będzie jakieś sensowne miejsce na rozbicie namiotu, tak wynikało z relacji innych osób. Przeliczylem się, trochę się pozmienialo. Wskazane nam miejsce było mega kamieniste, nierówne, do tego strasznie wiało i było baaaardzo ciemno. Rozbijanie namiotu z głodnym 3latkiem na pokładzie w takich warunkach mogłoby się źle skończyć. Do tego o 20:30 mieliśmy być pod hotelem, żeby ruszyć w poszukiwanie żółwi. Szybka akcja, parę metrów wcześniej mijaliśmy guest house, wchodzimy na booking.com, rezerwacja i jedziemy. Gdyby było jasno, to pewnie pojechalibyśmy na plażę do sąsiedniej Ras Al Haad, ale nie żałujemy.

Żółwie można oglądać wieczorem o 21 albo rano o 5. Szkoda nam było budzić młodego, więc padło na wieczorny wypad. No dobra, nam też się nie chciało. Tu mala uwaga, o 21 się wszystko zaczyna, jednak to trochę trwa. Najpierw przewodnicy idą na plażę zobaczyć, czy w ogóle jakieś żółwie wyszły. Latem jest ich bardzo dużo, ale teraz nie ma gwarancji. Potem 20min spacerem na plażę. Tam w całkowitych ciemnościach czekamy na dobry moment. Żółw musi być dostatecznie daleko od brzegu i musi wykopać dziurę na jaja. W międzyczasie przewodnik opowiada o życiu żółwi i o tym miejscu.


Udało się, mieliśmy szczęście, tego dnia wyszły na plażę 3 żółwie, z czego do jednego można było podejść. Niestety piach był za suchy na składanie jaj, ale samo zobaczenie żółwia tak blisko, w jego naturalnym środowisku i do tego w tak intymnym momencie, jest niesamowitym przeżyciem. Podekscytowani do pokoju wróciliśmy po 23. To był dobry dzień.

P.