Poczuć się studentem jeszcze raz

Na początek małe sprostowanie dotyczące Nazare. Najwidoczniej, nie ogarnelismy sytuacji, wystąpiło małe nieporozumienie. Plaża, choć cudna, nie wywarła na nas takiego wrażenia jak Praia de Santa Cruz. To, co najpiękniejsze, było ponoć na samej górze miasteczka, gdzie nie dotarliśmy. Pozostaje do nadrobienia na następny raz 🙂

Wczoraj próbowaliśmy przypomnieć sobie jak to było być studentem ☺ zwiedziliśmy oczywiście Uniwersytet de Coimbra. Zanim Lizbona stała się stolicą, to Coimbra była centrum władzy, a przez długie wieki rezydencją monarchów. Dziś swój charakter zawdzięcza przede wszystkim studentom.

Uniwersytet usytuowany jest na wzgórzu i trzeba niezłej kondycji, by się tam wspiąć. Zwiedzanie uniwersyteckiego kompleksu zaczęliśmy oczywiście od Wydziału Matematyki.

Następnie dotarliśmy na główny plac – Paco das Escholas. Dawno temu budynek był pałacem. W 1537 budynek przejął Uniwersytet.

Po wejściu na plac, po prawej stronie znajduje się Wydział Prawa. To tutaj znajdują się dwie najważniejsze sale
1) Sala do Capelos,  która oryginalnie była sala tronową, a teraz obecnie odbywa się większość ceremonii uniwersyteckich tj. mianowanie rektora,rozpoczęcie roku akademickiego,czy obrona pracy doktoranckiej. Mieliśmy przyjemność taką obronę przez szybę zobaczyć. Na ścianach znajdują się portrety wszystkich królów portugalskich, oprócz dynastii Filipa.

2) sala do exame privado, gdzie,jak sama nazwa wskazuje,  po prostu odbywają się zamknięte obrony doktoranckie.

Z głównego korytarza można przyjść na taras by podziwiać katedrę. Kolejną perełką kompleksu są organy z 1733 roku w kaplicy Sao Miguel. Na koniec, moja ulubiona, biblioteka Joanina. Składająca się z trzech sal dwupiętrowych sprawia wrażenie, jak z filmu. Czuć tu zapach starych książek i aż chciałoby się wejść po drabinie, by sięgnąć jedna z nich. Koszt wejścia do kaplicy i Biblioteki to 9 euro,może faktycznie nieco przesadzone,choć zapach książek bezcenny.

Sale wykładowe tez bardzo klimatyczne – nadal z drewnianymi ławkami.

Musze dodać, że jestem zakochana w „mundurkach” studenckich. Choćby z tego powodu, bym mogła poczuć się jak w Harrym Potterze”, wybrałabym Coimbrę na Erasmusa.

Zwiedziliśmy jeszcze dolne miasto,gdzie zjedliśmy kolejny typ Pasteis, tym razem Tentugal. Tutaj zauważcie, że gołąbek tez wpadł do kawiarni I się niczym nie przejmował. Dodam również, że Portugalia to największy producent korka.

Po drodze do Aveiro zrobiliśmy przystanek w Agueda, gdzie, jak się okazało w lipcu, cała ulica jest w parasolkach. Nam było dane zobaczyć kolorowe ławki i schody.

Końcówka dnia idealna – przepyszny, zapiekany dorsz w śmietanie i serze. Restauracja „o Buraco” Aveiro (Dziękujemy Asiu! ) prowadzony i obsługiwany przez cudowna Portugalkę. Godne polecenia!

K.