Pożegnanie

Jutro wylot. Wracamy do Polski. To były cudowne trzy tygodnie obcowania ze wspaniałą kulturą, pięknym krajem i przemiłymi ludźmi.

Ostatnie dwa dni minęły nam bardzo spokojnie.
Z Krabi lot powrotny do Bangkoku mieliśmy o 17:40, a pogoda od rana była lepiej niż idealna. Wymeldowalismy się z hotelu, zostawiliśmy rzeczy i czym prędzej ruszyliśmy na plażę. Ależ grzało. Dluzej niż dziesięciu minut nie dało się wyleżeć, co chwilę korzystaliśmy z małej ochlody w wodach morza Andamanskiego. Maksymalny relaks 🙂

O 15:00 mieliśmy transport na lotnisko. Wszystko przebiegło bardzo spokojnie i bez problemów. Przed wejściem na pokład samolotu spotkaliśmy Polkę, z którą poznaliśmy się dwa tygodnie wcześniej w Ayutthaya. Ależ ten świat mały. Okazało się, że w Bangkoku wszyscy planujemy nocować na jednej z najbardziej znanych ulic świata, szczególnie wśród backpackersów, czyli Khao San Road. Wyczytaliśmy, że bardzo przyjemną i tanią formą dostania się tam z lotniska Don Mueang jest skorzystanie z autobusu linii 59. I rzeczywiście, blisko godzinna droga kosztowała nas tylko 2,3 zł i mimo, że autobus swoje juz przejechał to klimatyzacja działała i jest to bezdyskusyjnie lepsze rozwiązanie niż pociąg. Oczywiście jak to w Tajlandii musiało być jakieś ale. Autobus miał jeździć co 15 minut. Pierwszy ominął przystanek kompletnie pusty, pewnie awaria. Drugi się zatrzymał, ale jechał chyba do zajezdni. Później długo nic I po godzinie przyjechały dwa 🙂 ale i tak było miło. Oprócz kierowcy zawsze jest jeszcze „konduktor”, który sprzedaje bilety i wie, kiedy mamy wysiąść. Bardzo wygodne.

Bangkok przywitał nas w pełnej krasie. Gorący, wilgotny, głośny, zakorkowany, kolorowy i na swój dziwny sposób piękny. Zjedliśmy ostatnie Phad Thai, pospacerowalismy po gwarnej Khao San I poszliśmy spać.

Ostatni dzień przed odlotem spędziliśmy na zakupach. Udaliśmy się na Chatuchak Market, największe targowisko w Tajlandii i jedno z największy na świecie. Podobno dziennie przewija się tutaj 200 tysięcy ludzi. Jest to rynek weekendowy, a my byliśmy w piątek. Oznacza to, że nie wszystkie kramiki były otwarte i całe szczęście, bo i tak to co zobaczyliśmy robiło wrażenie. Nie sposób obejść wszystkiego, choćby pobieżnie, w jeden dzień. Po kilku godzinach chodzenia, oglądania i targowania się, wsiedlismy w BTS Sky Train, czyli kolej naziemną, i pojechaliśmy do centrum. Tam odwiedziliśmy super market. Polecamy, można zobaczyć jak zwykli Tajowie, podobnie do nas, robią zakupy. Niby nic, ale na przykład oni naprawdę znają się na ryżu lepiej niż my na pieczywie 😉

Ostatnie czerwone Curry, ostatnie spojrzenie na miasto, pakowanie i z samego rana ruszamy na lotnisko. Nie żegnamy się, przecież tu wrócimy.

Do rychłego zobaczenia Tajlandio!

P.