Studnia wtajemniczenia i zachodni koniec świata

Z regionu Algarve wyruszamy w kierunku Lizbony. Trasa już nam znana, dlatego postanowiliśmy wprowadzić drobne urozmaicenia. Najpierw zatrzymaliśmy się w miejscowości Aljezur. Jej jedyną atrakcją są ruiny twierdzy. Niewiele się zachowało, ale widok piękny. Miasteczko jest węzłem komunikacyjnym dla okolicznych plaż Costa Vicentina, które są zaliczone do najefektowniejszych w Europie. Nam udało się dotrzeć do jednej z nich, mianowicie Amoreira. Trzeba odbić z głównej drogi i po ok 10min jazdy kręta droga okazuje się być ślepą uliczką wpadającą do oceanu. O zwykłych turystów tutaj ciężko, natomiast kamperów z serferami na pokładzie jest w bród.

Dojeżdżamy do Lizbony. Wyjeżdzaliśmy mostem Vasco da Gama, a wracamy trochę krótszym mostem „25-go kwietnia”, zbudowanym na pamiątkę rewolucji goździkowej. Lizbonę oczywiście mijamy bokiem, ponieważ pierwszym ważnym celem jest dla nas Sintra.

Zielona i trochę baśniowa Sintra leży wysoko na wzniesieniach ponad Lizboną. Jej wilgotny klimat sprawił, że na przestrzeni lat urzadzało się tutaj wiele bogatych ludzi budując wille, pałace i parki. Jednym z takich parków jest Quinta da Regaleira. Baśniowa rezydencja została sfinansowana na początku XX wieku przez milionera Carvalho, który dorobił się w Brazylii. Sporo osób twierdzi, że ogród i pałac ociera się o kicz, ale trzeba przyznać, że podziemne groty, labirynty, fontanny i słynna studnia wtajemniczenia tworzą niepowtarzalny klimat.

Z Sintry już tylko pół godziny drogi dzieli nas od najdalej wysuniętego na zachód punktu kontynentalnej Europy – Cabo da Roca.
Przepiękne widoki, szczególnie wieczorem przy zachodzie słońca. Robi wrażenie.


Po udanym dniu udajemy się do małego rybackiego miasteczka Ericeira na zasłużony odpoczynek. Miasto tętni życiem, a my możemy polecić spróbowania lokalnego piwa oraz tostów z dorszem w knajpie Mar das Latas, mega klimat 🙂

Na koniec dawka lokalnego folkloru w wykonaniu zespołu studenckiego.

P.