Supra, tamada i czacza

Wczoraj był dzień pełen wrażeń. Jak zwykle zresztą. Rano wyruszyliśmy z Kutaisi do Mestii, oczywiście marszrutką (25 GEL). Trasa bardzo przyjemna, a w połowie zaczyna się Swanetia, czyli region do którego zmierzamy. Teren w całości górzysty, zamieszkały przez rdzenną ludność, która była tu przed gruzinami i posługuje się własnym językiem. Po drodze marszrutka zatrzymała się przy punkcie z widokiem na sztuczne jezioro, a potem na małą przekąskę (pyszne kubdari). Po około 3.5h dotarliśmy do Mestii, ale to było tylko miejsce przesiadkowe. Naszym celem było Ushguli.

W godzinach popołudniowych nie jest łatwo dostać się do Ushguli. Można wynająć taxi-jeepa, który kosztuje 150-200 GEL, a to trochę za drogo. Dlatego poszliśmy złapać stopa, który ostatecznie złapał nas sam. No może nie do końca stop, ale marszrutka. Kierowca mieszka w Ushguli i akurat robił ostatni kurs. Byliśmy sami i zapłaciliśmy razem 100 GEL, co już było akceptowalne. Warto wspomnieć, że droga z Mestii do Ushguli wiedzie przez lasy i zbocza gór, nie ma asfaltu, a całość wygląda raczej jak górski szlak niż droga dla samochodów. 50 km pokonuje się w dwie godziny. A nasz kierowca po drodze zatrzymał się nad urwiskiem, zeby sobie wody czerpnąć.

Miasteczko jest najwyżej położonym na stałe zamieszkanym miejscem w Europie – 2100 m n.p.m. Dodatkowo jest pełne słynnych wieżyczek – twierdz przydomowych i malowniczo położone u stóp gór Kaukazu.

Wieczorem udaliśmy się na krótki spacer między uliczkami, kiedy to złapał nas deszcz. Zresztą nie pierwszy tego dnia. Pogoda na tej wysokości zmienia się bardzo często, ale sam deszcz trwa zaledwie kilka minut. Tak czy siak, schroniliśmy się pod jakimś daszkiem. Podbiegł do nas mały chłopczyk i zaprosił do siebie na ganek. Tam chwilę postaliśmy i ojciec chłopczyka zaprosił nas całkiem do środka. A tam w najlepsze trwała supra, czyli gruzińska tradycyjna uczta. Suprę prowadzi tak zwany tamada. Jest to z reguły głowa rodziny, najstarszy członek. Nie inaczej było i tym razem. To tamada decyduje, kiedy można pić czaczę, a każdy kieliszek poprzedzony jest długim toastem i wielokrotnym stukaniem się. Bardzo ważne, żeby nie przerywać tamadzie w trakcie przemowy, a jak chce się coś dodać to trzeba poprosić. Toasty są przeróżne, za Gruzję, za patriarche, za rodzinę, za kobiety, itp., a czaczy nie pije się z kieliszka tylko ze szklaneczek. Oj nie było łatwo. Oczywiście stół był syto zastawiony.
A na koniec Kasia i Ala wydoiły krowę ☺
Tego dnia mieliśmy dużo szczęścia!

P.