Tolka pieszkom

Dzisiaj był dzień zwiedzania stolicy. Nie ma co się oszukiwać, Tbilisi nie jest najpiękniejszą stolicą świata, ale zdecydowanie ma swój urok. Szczególnie jeśli spojrzeć przez pryzmat historii.

Tbilisi to miasto, które dopiero co przeszło powódź, dekadę temu wojnę, nie wspominając wcześniejszych wydarzeń. Jesteśmy tutaj drugi raz i najpiękniejsze jest to, że ani po mieście, a tym bardziej po mieszkańcach, nie widać tego. Jasne, wszystko jest piękne tylko z wierzchu, jak się wejdzie w boczne uliczki to widać piętno czasu. Mimo to, Tbilisi ma to co coś, coś co sprawia, że to miasto może się podobać.

Spacerowaliśmy głównym uliczkami starego miasta, odwiedziliśmy kościół świętej Nino. To ona 1700 lat temu przyniosła na te ziemie chrześcijaństwo. Generalnie będąc w Gruzji warto pamiętać, że jest to kraj o bardzo długiej i bogatej historii, dłuższej niż Polska i równie trudnej.

Chcieliśmy przejechać się kolejką linową do twierdzy Narkili. Niestety, trwają jakieś remonty i dostaliśmy informację, że „tolka pieszkom”. Haraszo, na górę wcale nie jest tak daleko. Piotrek w nosidełku cały szczęśliwy, bo nie lubi stać w miejscu. Dobrze, że to jeszcze nie sezon na upały, a my lubimy piesze zwiedzanie.

Uff, dotarliśmy. Widok z góry jest rewelacyjny. Trochę się pokrecilismy, Piotrek musiał trochę pobiegać. Sandały na pewno to słaby pomysł, ale roczne dziecko w nosidle daje radę 😁

Powrót na dół, krótkie zwiedzanie Majdanu, czyli centrum starego miasta i starożytnego handlu na jedwabnym szlaku i przerwa na kawę. Roczne dziecko na wakacjach w sumie to pomaga. Łagodzi obyczaje,rozwiązuje języki. Serio, z dzieckiem jest super!

Na koniec dnia przejechaliśmy się kolejką do parku rozrywki przy wieży telewizyjnej i wróciliśmy do sprawdzonej knajpy, czyli Racha. Krótki research wykazał, że w tej cenie nie ma szans na jedzenie tak pyszne! Do tego domowe wino i czacza w butelce po wodzie. Sanepid pewnie miałby robotę na kilka miesięcy. Mega! Oj bardzo tęsknilismy za Gruzją.

P.