Troszkę dalej niż myślałam…

Złota zasada – nie wierzcie swojemu mężowi. Naobiecuje żonie i synowi lody, że czeka was tylko zejście, tymczasem wyprowadza Was na manowce, wraz z podejściami pod górę, a do lodów daleko 😛

Naszym celem była Varenna. Zejście do miasta, jak poprzedniego wieczoru. Szliśmy za znakami, gdzie Paweł był święcie przekonany, że prowadzą w dół do miasta.

Było tak, tylko najpierw trzeba było podejść. Nie mogę odmówić urokowi trasy – drzewa oliwne, stary młyn, strumyk. W ten sposób , ja, kompletnie nieprzygotowana na taką trasę, w sukieneczce, trafiłam na zamek. Na zamek, który mieliśmy sobie odpuścić, wiedząc że trasa przez zamek z Perledo, wraz ze zwiedzaniem zajmie nam jakieś 2-3 godziny. Taa. Zwiedziliśmy go 🙂

Miejsce z niesamowitym widokiem z góry, gdzie można obejrzeć orły bądź sokoły, nie jestem pewna, warta była tego wysilku. Co się jednak nadenerwowalam, to moje 😛

Trzeba jednak nadmienić, że zamek di Vezio z XII wieku jest miejscem, które trzeba zobaczyć będąc w okolicy. Samego zamku nie pozostało wiele, to tylko jego pozostałości, natomiast widok jeziora, gór, miejscowości obok rekompensuje wszelki trud.

W końcu udaliśmy się na upragnione lody. Nie wiem kto się bardziej cieszył, Piotrek czy Paweł 😛

Zwiedziliśmy wąskie uliczki Varenny przypadkiem natrafiajac na zejście do jeziora tuż przy nieczynnym hotelu. Wyglądało to na coś w rodzaju „?plaży miejskiej”, gdzie mieliśmy okazję obserwować pstrykanie fotek przez Panią w bikini jakieś 70+. Trwało to trochę czasu, bo ustawienie siebie było ważne, ważne było gdzie jest łabądek akurat, trzeba się po zanurzyć w wodzie po ramiona, a to woda do ud jednak powinna sięgać. Mieliśmy w sumie niezły ubaw przy okazji zajadajac arbuza, którego nie wiem jakim cudem, kupiliśmy w jedynym otwartym małym warzywniaku. Piotras jak widzi arbuza to szaleje, więc w ogóle nie było opcji, żeby go nie kupić.

Głównym punktem programu miało być dziś lenno, gdzie kręcono scenę z Gwiazdnych Wojen. Nawet kupiliśmy tam bilety, tylko po chwili namysłu stwierdzilismy, że skoro ville zamykają bodajże o 18, prom o 15,zanim dojedziemy będzie 16,to niewiele czasu zostanie na zwiedzanie. Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że odpuscilismy, bo tam trzeba jechać na nieco dłużej.

Ostatecznie padło na Bellagio, miasto celebrytów, którego uroku kompletnie nie odnalazłam. Kawa droga (4€!!!) to jedyne, co tam zakupilismy. Być może małe butiki przyciągają słynnych ludzi, dla takiego szaraczka jak my, nie było tam kompletnie nic.

Nie siedzielismy tam już dłużej, bo nie było sensu, a junior jako, że podróż w pierwszą stronę przespał, ucieszył się na powrót promem do Varenny.