Wielki kanion arabii

Z samego rana ruszamy na Jebel Shams, czyli najwyższy szczyt Omanu. A raczej płaskowyż, bo jako takiego wierzchołka nie ma. Nazywany jest też Wielkim Kanionem Arabii. Jak się stanie na krawędzi to przed nami rozpościera się widok na głęboki mniej więcej na 2 km kanion. Sam szczyt to też coś około 3000 m. n.p.m., zależy kto i gdzie mierzy.


Oj zmęczył nas ten kanion. Do samego końca jedzie się samochodem, około godziny na przemian asfalt i szutra. Później punkt obowiązkowy to tzw. balcony walk, czyli spacer sciezką na zboczu góry, tak jakby iść po balkonie, a raczej gzymsie wieżowca. Nie jest niebezpiecznie, ścieżka jest łatwa, tylko faktycznie obok jest przepaść i Piotrek musiał być w nosidle na plecach. Całość zajmuje około 3 godzin w obie strony, widoki piękne, tylko cień pojawia się tam dopiero późnym popołudniem. My zrobiliśmy 1/3 trasy i zawrocilismy. I tak jesteśmy z siebie dumni.


Na Jebel Shams pogoda potrafi być bardzo zmienna i zdradziecka. Nam się trafiło fajnie, 22 stopnie i lekki wiaterek. Parę dni wcześniej powietrze stało w miejscu, a jeszcze innym razem była mgła i wiatrzysko. Tylko to nasze idealne 22 stopnie jest bardzo podstępne, to w końcu 3 tyś metry, można się nieźle zjarać. My wróciliśmy nieźle padnięci.

Dla odprężenia i przeczekania słońca, skoczyliśmy na plac zabaw do Misfat i Kasia ugotowała tam szybki makaron. Piotrek ryż bardzo lubi, ale jednak codziennie to przegięcie. Jadł, aż mu się uszy trzęsły 😀


Kolejnym punktem programu na ten dzień były ruiny starego miasta Al Hamra. Ciekawa sprawa, 400 lat temu mieszkańcy Al Hamry uznali, że ich miasto jest przestarzale i nie ma co go modernizować. Postanowili obok zbudować nowe, od zera. Zbudowali, a stare domy ot tak po prostu zostawili. I tak to stoi do teraz. Nie jest to ogrodzone, ani zabezpieczone. Można sobie swobodnie chodzić. Niezła podróż w czasie.


Tego dnia nocleg przewidziany był pod namiotem. Udało się rozbić obóz przed zachodem słońca 💪Bardzo malownicze miejsce, z dala od miasta w środku Wadi Tanuf. Rewelacja!


Bardzo miłym akcentem na koniec dnia była kolacja. Podjechalismy do pierwszego lepszego coffe shopa i mieli tylko burgery. Wszyscy głodni to bierzemy. Okazało się, że nasz synek to nie bardzo fast food i on jednak woli ryż na kolację. My zjedliśmy szybko i jedziemy dalej szukać ryżu 😅 Na wjeździe do Nizwy znaleźliśmy dobrze wyglądającą turecką knajpe. Prosimy o ryż z sosem i kurczakiem, i pytamy o cenę. Kelner chwilę myśli i mówi, że jakieś 2,4 riala. Kurczę, za jedną porcję to sporo, a on, że to dla nas wszystkich. Jak mówimy, że to tylko dla Piotrasa to się uśmiechnął i stwierdził „for baby money no problem” i poszedł. Po chwili wjechała wielka porcja ryżu, kurczak w sosie z ziemniakami, surówka i jeszcze miseczka shawarmy. Sam bym tego nie przejadł. Skasował za to wszystko 1 riala, czyli 10 zł. Piękny kraj ten Oman.

P.