Wrzawa i kozy, a na koniec gorąca kapiel

Głównym tematem dwóch dni miał być Targ. Tak też było. Każdy zupełnie inny, każdy z nich zrobił na mnie zupełnie inne wrażenie.

Nasza miejscówka pod namiot w Wadi Tanuf ponownie się sprawdziła. Wiedzieliśmy już co i jak, więc czuliśmy się już nieco pewnie śpiąc tutaj. Nocka była tragiczna, jeśli chodzi o Piotrka – albo bardzo przeżywał dzień, albo coś go bardzo męczyło,ciezko stwierdzić. W każdym razie muszę Wam się przyznać, że zdecydowanie bardziej wolę spać pod namiotem w Omanie – powietrze zawsze świeże, nie trzeba walczyć z klimatyzacja, żeby było znośnie, choć zdecydowanie bardziej wolę spać nad brzegiem morza.

Rano musieliśmy nieco wcześniej wstać, żeby zdążyć na Targ w Nizwie, a którego tak bardzo czekaliśmy,tym bardziej, że dzień wcześniej przeszliśmy spacerem w jego murach i bylismy zachwyceni tym klimatem, tyle, że nie było jeszcze straganów.

Wcześniej mieliśmy informacje, że Targ się nieco skomercjalizowal. Prawdę mówiąc, nie czułam tego, czułam pełen autentyk, prawdę w ludziach, którzy sprawdzali stan kóz, która ich zainteresowała, było po prostu czyściej i więcej turystów niż dnia poprzedniego w Sinaw. To, że znajdują się też stoiska z pamiątkami – nie przeszkadzało mi to kompletnie, ba, nawet kupiliśmy magnes 🙂

Na Targu znajdziecie zarówno kozy, krowy, jak i hałwę, która jest taka galaretka (zostanę zlinczowana, ja jednakże nie jestem totalnie galaretkowa, więc dla mnie szału nie było, preferuje hałwę turecka o stałej konsystencji). Zawsze i wszędzie dostaniecie kubeczek kawy, halwy można było próbować, także deseru nie kupowalismy. Dobrze, że byliśmy na Targu nieco przed 8, bo po 9 po kozach już nie było śladu. Wrzawę zastąpiła cisza, puste miejsce.

Dodatkowo, ze względu na juniora udaliśmy, się do Falaj Daris – jest to po prostu park z placem zabaw, na którym Piotrek mógł się wyszaleć.

Naszym ostatecznym przystankiem była miejscowość Nakhl, gdzie Paweł znalazł fantastyczny nocleg przez airbnb. Mieszkanie dwupokojowe, z dwiema łazienkami, pośród palm,bananowcow, ze zwierzetami, także dzieci są tu uradowane.

Dodatkowym atutem jest bliskość gorących źródeł Ain Al Thowarah,zwane także źródłem Nakhl. Woda jest tu tak niezwykle ciepła, że nawet nasz wybredny mały człowiek skusił się, żeby w niej posiedzieć. Źródła wyglądają jak zwykły strumyk, jednakże pierwsze zamoczenie stopy zaskakuje. Z kolei kąpiel w „basenie” powyżej jest tak ciepła, cieplejsza woda niż podczas kąpieli, że po wyjściu z niego jest człowiekowi mega zimno, pomimo 30stopni powietrza 😉 ponadto Omanczycy wierzą, że źródła mają właściwości lecznicze.