Życzliwość Omańczyka nas zaskoczyła

Kto by pomyślał, że mój mąż tak się otworzy na nowych ludzi. Zwykle nieśmiały, zagadać do nowych osób ciężko mu idzie, tymczasem na placu zabaw zapoznał przesympatycznego Omańczyka.

Tym razem nie mieliśmy zywieniowych zapasów. Chcieliśmy skorzystać z dobrodziejstw cofee shopów. Śniadanie było obledne! Równie obledna okazała się być cena – 7 riali za śniadanie i 3 koktajle, czyli równowartość 70zl. Nauczka, żeby następnym razem sprawdzać ceny. Jeszcze ogarnąć pranie i możemy wybywać zwiedzać.

Na pierwszy ogień Misfah, stare domy. To miasteczko/wieś ułożone na wzgórzu, pośród skał. Wejście do niego zobowiązuje do odpowiedniego ubioru – zakryte ramiona i kolana. Oczywiście, jesteśmy na to przygotowani. Muszę nawet przyznać, że jak raz wybrałam się do sklepu w krótkich spodenkach (gdyż jechaliśmy do Wadi Shab), to czułam się naga 🤔🙊 Spacer był dość wyczerpujący, gdyż zeszliśmy z głównej ścieżki i poszliśmy oczywiście nie tam, gdzie trzeba. Zwiedziliśmy zatem codzienne życie mieszkańców wraz z ich zagrodami.

Później, zmęczenie słońcem natrafiliśmy na odpowiednią ścieżkę spacerując wśród palm i bananowców, dochodząc ostatecznie do guesthouse, który równocześnie jest kawiarnia i restauracja. Tam złapaliśmy oddech popijając koktajle – bananowe i cytrynowe,wszystko z ich własnych upraw.

Prawdę mówiąc nie mieliśmy na ten dzień już więcej planów. Pomyśleliśmy, że może podjedziemy pod Tanuf, gdzie mieliśmy zaplanowany kolejny nocleg pod namiotem na dziko. Zrezygnowaliśmy z tej „atrakcji”, z racji uciętej w samochodzi drzemki Piotrka i Paweł stwierdził, że może przejedziemy się Wadi Ghul. Tak też się stało. Nie wykonaliśmy całej trasy, trzęsło niemiłosiernie,a my powoli robiliśmy się głodni. Zresztą Piotrek tu je za dwoje mam wrażenie i co chwilę jeść musimy 😛 Podziwialiśmy widoki z zaledwie 3km z 7, nie docierając do opuszczonej wioski. Nic nie szkodzi, nie o to w tym wszystkim chodzi przecież 🙂

Po zakończonym jemenskim obiedzie Paweł skontaktował się z dzień wcześniej poznanym Ashrafem, który zaprosił nas do siebie. Dojechaliśmy do stacji benzynowej, gdzie Ashraf przejął dowodzenie naszego samochodu i 2h obwoził nas po Bahli i okolicach. To była wyjątkowa przejażdżka z perspektywy lokalnego człowieka.

Następnie udaliśmy się do domu Ashrafa. Powiem Wam szczerze, że nigdy nie spotkałam jeszcze tak życzliwej osoby, która obdarzyła nas taka dobrocią.

Ashraf – Thank you for your kidness and hospitality. All you did for us Was absolutely amazing. We won’t forget it.

Nie dość, że Ashraf zaproponował nam nocleg, to na dodatek nakarmił i jeszcze obdarzył niezwykłymi prezentami – samolotem zabawka dla Piotrka, kadzidlem i perfumami. Naprawdę, nie wiedziałam jak możemy mu podziękować. Nasz Piotrek, choć zmęczony, bardzo się cieszył na spotkanie z chłopcami, synami Ashrafa. Musicie przyznać, wszyscy są słodcy, prawda?